wasy

 

 

 

 

 

 

 

Wąsy – odę napisał o nich Franciszek Dionizy Kniaźnin w wieku XVIII. Jej zakończenie jest napisane w formie apelu, z którym się osobiście zgadzam, choć kniaźninowski zakład (w sensie zakład pascalowski), który z niego wynika, mnie boli, jako że primo wąsów nie noszę i secundo - bywało - sam owych wąsatych Sarmatów wyśmiewałam, kiedy mnie wyprzedzali swoimi „Polonezami” na polskich drogach, w ułańskiej szarży na zabój, a silnik „rzęził ostatkiem sił” (to z innej poezji, kto odgadnie, nagroda jego w niebie). No, ale posłuchajmy poety:

Smutne w narodzie dzisiaj odmiany.

Rycerską twarzą Nice się brzydzi;

„A dla niej Dorant, wódkami zlany,

I z wąsa razem, i z męstwa szydzi.

Kogo wstyd matki, ojców i braci,

Niech się z swojego kraju natrząsa:

Ja zaś z ojczystej chlubny postaci,

Żem jeszcze Polak, pokręcę wąsa.

Jakże my dzisiaj dobrze znamy tych wyperfumowanych Dorantów, co to się natrząsają i – jak powiedziałaby prof. Ewa Thompson - postkolonialnie uciekają od Polski i jej kultury gdzie pieprz rośnie, byle dalej, od tego obciążenia tradycją, tego obciachu, tego wstydu! (por. hasło - oni-my) Ale jako, że sam wąsów nie noszę mam z nimi problem, że tak powiem epistemologiczny (no, ale skoro nie noszę to i moralny wobec sofizmatu kniaźninowskiego): czy faktycznie były wąsy symbolem, wyrazem, ozdobą „szlacheckiej twarzy”? (por. hasło – szlachta) I jak to jest z tym podkręcaniem wąsa? Czy nie był to wymysł miłośników staropolszczyzny (por. hasło – miłośnik staropolszczyzny) z czasów porozbiorowych? (na przykład wąsik Wołodyjowskiego w niezapomnianej kreacji Tadeusza Łomnickiego) Czy portrety trumienne (por. hasło - portret trumienny) albo inne jakieś portrety z tamtych lat faktycznie wskazują na to, że wąs był obowiązkowy? To jest praca do wykonania. Owszem sporo wąsów na obrazach czy portretach widać; można powiedzieć, że większość szlachty wąsy, brodę posiada. I król Jan Trzeci, i hetmani, marszałkowie Rzeczypospolitej, i szlachta ze Żmudzi, z Mazowsza, z Rusi i Małopolski… Niekiedy jednak te wąsy są skromne, noszone jakby nico sztucznie, na siłę, czego przykładem portret, który mi lata temu w oko wpadł, z Muzeum Okręgowego w Tarnowie (któremu to Muzeum wielką propagandę niniejszym czynię, bo wielka tam jest ilość portretów szlacheckich), pewnego szlachcica, ubranego w czerwony kontusz i pozbawionego ucha. Ów jako się rzekło bezuchy (za to solidnie brzuchaty) szlachcic wąsy co prawa ma, ale jakieś takie dziwne, niewielkie, z hiszpańska jakby podkręcone, jak dolepione i pewnie dlatego z tego portretu, chociaż poza tym gładko wygolony jest, tak się patrzy, hm, dosyć intensywnie na patrzącego się nań, jakby mówił: „Długo się Asan (por. hasło - Asan, Waćpan) tak jeszcze gapić będziesz? A w czapę chcesz?”. Nie chcę, wolę zmienić temat. Choć „szlachcic bez ucha” jeśli miałby być jakimś uogólnieniem, exemplum szlacheckości to w kwestii wąsów dla mnie raczej nie będzie, natomiast w kwestii postawy i stosunku do widza, raczej tak. Lubię tę jego buńczuczność i myślę sobie, że taki Tatarzyn, jak go zoczył w tej jego postawie gdzieś na Dzikich Polach, musiał mieć niezłego stracha, choć nie jest zaiste przesądzone czy to ucho swoje szlachcic stracił w jakiejś potyczce na Kresach, czy też w bijatyce w karczmie (por. hasło – karczma) u arendarza (por. hasło – arendarz). Dla mnie autorytetem w kwestii szlacheckości jest bardziej jeszcze Wacław Potocki (por. hasło – Potocki, Wacław), który wąsy zapewne też nosił. Portretu-m jego nie widział, ale wnioskuję tak na podstawie tego, co powiedział w jednym takim dosyć dziwnym, auto-może-biograficznym wierszu, gdzie wspomina o wąsach w związku z pewną niemiłą przygodą z „dyjaskiem”, co to w szczerym polu wymusił na myśliwcu (to znaczy podmiocie lirycznym tego wiersza) kucanie w śniegu, szamotanie się z zapinkami, lejcami, rękawicami, szarawarami i co tam jeszcze. A wnoszę, że nosił wąsy z tego, iż napisane zostało: „zostawiłem na wąsach wcale nie pomadę” Nie ważne co zostawił, bo może nie wypada przy damach, ale na czym zostawił. Na wąsach! Zatem nosił! C.B.D.U. Ale czy wąsy były znakiem? Kniaźnin jakby mówił, że tak, ja się jednak przychylam, bo w ogóle ci oświeceniowi fircykowie (nie będzie hasła Fircyk) nie dość, że się pudrowali po perukach, to jeszcze dodatkowo gładko się golili, bród (por. hasło – broda) nie nosili wcale i dlatego wszystko im po twarzy spływało, każda obelga, potwarz, upokorzenie, jak deszcz po rynnie, jak mawiała moja Pani Polonistka.