libertas - 2

 

 

 

 

 

 

 

Czemu się wzburzyły narody: a ludzie rozmyślali próżne rzeczy?

Zeszli się królowie i głowy koronowane w radę: przeciwko Polszcze i przeciwko wolności.

Wzbudziła nienawiść zazdrość: i zaraz się namnożyło tych, których swoboda bliźniego w oczy kole.

Potargajmy (prawi) związki, którymi się przeciwko zwierzchności zmocnili: i ukrócmy im tej togi, w której się aż nazbyt przestronej noszą.

Niech zbestwionego bujną paszą źrebca ujeździ ręka nasza: a górę wybijającemu magiszowi niechaj pętce przybierze.

Ale Ten, który państwom prawa stanowi, naśmieje się z nich; i uczyni, że w szyderstwie zostaną, którzy nad jedynaczką naszą przewodzić usiłują.

Owom ja Jehowa jest, który na wolą puszczam i w niewolę podaję: ja z Egiptu wyswobodzić mogę i w krainę mlekiem i miodem płynącą zaprowadzić umiem.

Przez mnie lotna ptaszyna przestronnego powietrza zażywa, a kiedy pozwolę w fortelnego wpada sidła ptasznika.

Tedy będzie mówił w gniewie zapalczywości swojej do tych, którzy na cudze prawa krzywo patrzą, a zawziętość ich nagle rozproszy.

Jam jest zwierzchnością nad dziedzictwem moim, a jako serc ludzkich prostotę, tak i pól sarmackich równiny z dawna ukochałem.

W opiece mojej jest wolność: i ja sam tylko przez przewiedzenie wiem, komu ją mam w zawiadowanie poruczyć.

Szczególnym bowiem dziełem moim wolność ludzka; a gdy ode mnie wolna wola pochodzi, toć pewnie uniewolenia i przymusu nie kocham.

Zrozumiejcież, królowie, że od Boga ten klinot: a uczcie się, którzy sidła swobodzie stawiacie, że wolność polską ma Pan w opiece swojej.

Z niepewnością pewną i powściągliwością oddajemy pierwsze słowa poecie, którego świadectwu wszak mamy prawo mniej wierzyć niż historykowi. (por. hasło -libertas) Dla tej poetyckiej tendencji do fantazjowania i unoszenia myśli i emocji ludzkich w niebyt Plato, on grecki filozof, miał zamiar pozbyć się poetów ze swojej idealnej rzeczypospolitej. Baczymy jednakowoż tak samo i na to, co powiedział Arystoteles, on większy jeszcze niż Plato filozof pogański, kiedy w swojej Poetyce dowodził, że poezja jest bardziej filozoficzna od historii: to znaczy szybciej dąży do sedna, i skupia się na tym co ogólne, a nie na tym co partykularne: historia opowiada, poezja dociera do istoty. Stąd, za tymże autorytetem Arystotelesa podążamy i dajemy pierwsze słowa poety, nasze rozważania o wolności prowadząc dalej.

Kochowski, bo on jest autorem tych słów, mówi tu o elekcji (por. hasło – elekcja wolna (fakty)), ale nie wspomina nic o jej procedurach ani pola elekcyjnego nie opisuje, daje jedynie wykład pewnego rozumowania, które wydaje się dosyć ważne dla myślenia szlachty o ich rzeczypospolitej, o jej ustroju i związkach tego ustroju i państwa z jego Opiekunem. Oczywiście jest to jakiś rodzaj rozumowania symbolicznego, podejmującego się próby uchwycenia zasad. Możemy też zakładać, ale należałoby mieć silne wskazania, by takie założenie przyjąć, iż jest to li tylko licentia poetica, ot, taki sobie pomysł poetycki na uchwycenie tego czym mogły by były być wolne wybory powszechne w Rzeczypospolitej. Zapraszam wszelakich dekonstruktorów do akcji: możemy się tym zająć! Ja natomiast na razie posłucham słów XVII – wiecznego poety. Elekcja w ujęciu Kochowskiego jest wyrazem, wyrażeniem szlacheckich wolności politycznych: wolny wybór króla zaś swego rodzaju azardem, wystawieniem zasady politycznej szlacheckiego państwa na ryzyko i zagrożenie: wolność budzi niechęć i zazdrość, stąd „schodzą się głowy koronowane”, by szlachecką wolność ukrócić. Czemu to robią? Czemu radzą przeciwko „Polszcze i przeciwko wolności”? Widzę w tym ruchu myśli Kochowskiego pewną stałą tendencję, pewną ukrytą potencjalność, pewną aluzję, o której trzeba będzie za chwilę, kiedyś mówić w naszych moczarowatych skokach od kępy do kępy, (por. hasło -palus sarmatica ) trzeba będzie albowiem nie bez duszy na ramieniu zmierzyć się z używaniem, użyciami takich pojęć jak „absolutum dominium” (por. hasło – absolutum dominium) czy „aurea libertas” (por. hasło - libertas), z których pierwsze pojęcie odgrywało raczej rolę straszaka (od kiedy pojawia się w polskiej debacie politycznej straszak zagrożeniem „absolutum dominium?”), zaś drugie wezwanie, pobudkę do walki (koniecznie w obronie „złotej wolności”). Zatem do tych pojęć aluzję tu wyczytać można, a także echa innych kwestii: sarmackiego poczucia wyjątkowości ustrojowej w dobie narastających absolutyzmów, czy wreszcie charakterystycznej politycznej nieufności szlachty, co - bardzo przepraszam Państwa manifestujących się pojęciami megalomania, zadufanie w sobie czy ksenofobia - jest nastawieniem bardzo zdroworozsądkowym i świadczącym o politycznym realizmie, a nie o jakiejś ideowej czy intelektualnej aberracji. Na to, co stanowi skarb polityczny Res Publica (por. hasło – res publica) po prostu trzeba uważać, bo złodziei niemało, i raczej zaczynać od podejrzeń niż afirmatywnej akceptacji. Mówiąc to, oczywiście mam też świadomość, że używanie pojęć związanych z podkreślaniem wyjątkowości ustrojowej Rzeczypospolitej pełniło równie dobrze szczególnie w drugiej połowie XVII wieku funkcję usypiania opinii publicznej. (Piszą wiele razy na ten temat Potocki czy tenże sam Kochowski, czy inni pisarze) (por. hasło- Kochowski, Wespazjan, Potocki, Wacław). Najdziwniejszą jednak informacją podawaną przez Kochowskiego w rzeczonym tekście jest budowany przezeń związek pomiędzy Jehową a jego „narodem wybranym”. Na poparcie swej tezy o Bożej „opiece nad wolnością polską” przedstawia poeta pewien wywód, rodzaj rozumowania. Skoro moim dziełem największym jest wolność, mówi Jehowa u Kochowskiego, to niewoli nie kocham, a wolnością się opiekuję, stąd też kraj, który na wolności jest oparty cały, którego zasadą jest wolność, musi być pod specjalną moją opieką. To rozumowanie jest już nam zapewne trochę trudniej przyjąć, bo możemy domyślać się jego konsekwencji: skoro Bóg podaje króle podczas elekcji, i ma w zawiadowaniu losy ludzkości, to nie bardzo musimy się troszczyć o kandydata, proces polityczny, czy cokolwiek innego, Bóg uczyni to za nas (a musi tak czynić, póki będziemy przestrzegać zasady wolności, w sumie więc musimy głównie się skupić, by tej zasady przestrzegać: jak wolności będziemy pilnować, wszystko inne będzie w porządku!). Jeśli nawet ten kwietyzm, mój Przodku ma sens, zapytam, to czy nie da się pomyśleć (a znamy historię Ludu Wybranego i wiemy co z nim robił Ten, kto dokonał tego wyboru, popatrz chociażby na wygnanie babilońskie, nie bądź Asan taki pewien tego Bożego sprzyjania, bo możesz się nieźle naciąć), że Jehowa może mieć jakiś inny plan wobec swego wybranego ludu? Może chcieć go wpakować na przykład do grobu?

Proszę więc: czyżby Platon miał rację? Musimy więc spróbować podejść do wolności spoglądając na nią z perspektywy historyków czy szlacheckich działaczy politycznych. Ale to już w następnym odcinku!

Krzysztof Koehler