żniwa i dożynki

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Żniwa i Dożynki – a u mnie we wsi dzisiaj dożynki: msza, potem przemówienia, występy orkiestr dętych, wreszcie dyskoteka. Gra muzyka, ludzie tańczą (ciekawe, kto z nich jest jeszcze rolnikiem). Gdyby nie zapis Szymonowica nie wiedzielibyśmy jak to w Dawnej Polsce żniwa wyglądały: „pożynaj, nie postawaj” – pokrzykiwał karbowy; i żniwiarze w pełnym słońcu przesuwali się po polu, z niebyt wielką chęcią, wszak wiadomo, że „chytrze bydlą z Pany kmiecie”. Z perspektywy „Pieśni Panny XII” Kochanowskiego, (por. hasło - poezja ziemianska) w ogóle tych prac nie widać: wszystko odbywa się niejako samoczynnie i.. cudownie:

Oracz pługiem zarznie w ziemię;

Stąd i siebie, i swe plemię,

Stąd roczną czeladź i wszytek

Opatruje swój dobytek.

Jemu sady obradzają,

Jemu pszczoły miód dawają;

Nań przychodzi z owiec wełna

I zagroda jagniąt pełna.

Ciężko mi to wszystko sobie wyobrazić: szczególnie tę wełnę z owiec, która przychodzi do „gospodarza” albo te pszczoły, dające mu miód: jakby Mistrz w ogóle nie wiedział (albo nie chciał wiedzieć) na czym polega ciężka praca na roli. Zresztą bohatera tego fundamentalnego dla ziemiańskiej literatury staropolskiej wiersza Czesław Hernas ładnie i zasadnie nazwał „homunculusem”: bytem z probówki. Ale: jeśli faktycznie praca „homunculusowi” się nie podobała, to huczne zwieńczenie prac polowych – a jakże!

Skoro też siew odprawiemy,

Komin wkoło obsiędziemy.

Tam już pieśni rozmaite

Tam będą gadki pokryte

Tam trefne plęsy z ukłony,

Tam cenar, [tam] i goniony.

To w ogóle ciekawe zjawisko: tekstem macierzystym dla Kochanowskiego jest, jak już się o tym w naszym palusie onegdaj mówiło, słynna epoda II Horacego „Beatus ille qui procul negotiis”. Stamtąd polski poeta czerpie schematy i wzorniki, ale jakże charakterystycznie podmienia najważniejsze elementy. Horacjański „rolnik” kiedy już nasyci się pracą zalega w trawie w miłym cieniu i zapada w sen: samotnie: strumyk szemrze, ptaki śpiewają, „rolnik” lula. Kochanowski charakterystycznie, jak prace-nieprace swego bohatera opisywał w liczbie pojedynczej, to jak przychodzi do „czerpania radości” z zakończonej pracy, to pojawia się liczba mnoga „skoro siewy odprawiemy komin wkoło obsiędziemy”. Raczej więc co prawda nie żniwa ani dożynki miał na myśli Poeta, ale skoro, jak dowiodłem wyżej, na prace polowe spozierał z wysokości swego ganku, więcej w papierach grzebał się, a dopatrywaniem roli trudniła się nieśmiertelna Dorota z domu Podlodowska, to uznać możemy, że mu się raczej (a nie nam) trochę terminy i pory pomyliły.

No bo dożynki to święto wspólnoty szlachecko-wiejskiej. Tu gdzie teraz przebywam mówi się „wichowe”: zwieńczeniem pracy jest święto, radość, tańce i popijawa. Wieniec, wykonany z ostatnich zżynanych kłosów (z najpiękniejszych kłosów!, najpiękniejszych bo ostatnich, a ostatnie dożynanie szło nocą przy świetle księżyca, bo Roczniki groziły gradobiciem!) zaniesie się do kościoła i tam poświęci: ksiądz kazanie wygłosi o trudzie i ludzkiej pracy, zachęci do kultywowania prastarych obrzędów (pielęgnowana tradycja ma być wciąż oczyszczana i nasycana chrześcijańskim sensem, uchylającym ciemne znaki pogańskich bóstw wegetatywnych) a potem w triumfalnym pochodzie pójdzie się do dworu. (por. hasło – dworek) Wręczy kłosy (wieniec) szlachcicowi, (por. hasło – szlachta) on każe wytoczyć beczkę piwa, muzykanci zaczną przygrywać: Pan ruszy w tany ze żniwiarką, Pani da się porwać do gonionego. Wszyscy razem, w obecności Księdza Proboszcza, który tak samo z chęcią zasiądzie za stołem, zaczną trudzić się zabawą.

 

 

Niwo, ma niwo! Skibo ziemie plennej,

Ty, co raz wieniec żytni, także pszenny,

Spokojnie ma mej gdy położysz głowie,

Za fraszkę, wasze korony, królowie


 

Wyrwało się szczerze spod pióra Wespazjanowi Kochowskiemu. (por. hasło – Kochowski, Wespazjan)

I ja mu absolutnie wierzę. Wiersz nosi tytuł Wszystko z nieba.

 

 

Tak. Tak musiało upływać naszym przodkom sarmackim ziemskie życie.

Krzysztof Koehler