Lampeczka oświeceniowa

 

 

 

 

 

 

 

Lampeczka oświeceniowa – świeci odbitym blaskiem, ale po oczach razi wystarczająco, aby rozświetlić sarmacką ciemność. Z wiekiem zmysły i sądy tępieją: kiedyś widziałem w upudrowanym oświeceniu Miss Samo Zło. Dzisiaj postrzegam je trochę (trzymając się użytej wyżej metafory żeńskiej) jak lekko wiekiem podeszłą damę wyginającą swe starzejące się ciało na porannych zajęciach w osiedlowym klubie fitness. Zajęcia prowadzi umięśniony dwudziestokilkulatek (Francuz) a rzeczone damy powtarzają po nim nieco niezdarnie ćwiczonka wdzięcząc się do gibkiego młodziana: zalotne, poddające się wyimaginowanym zalotom. A on trochę znudzony, ale zawodowo przygotowany podejmuje grę, dyskretnie poziewując i prowadząc potajemnie rozmowę smsową ze swoją dziewczyną.

Dosyć metafor: oświecenie przyszło do Polski po to, aby przemienić starą formację. I chwała mu za to: coś trzeba zapewne było z Rzeczpospolitą Saską zrobić; Rzeczpospolita Saska to zdaje mi się inna rzeczpospolita niż Rzeczpospolita Szlachecka. To kraj już schorzały, przeżywający swój fin de siècle (czytajcie literaturę tego okresu, zrozumiecie naprawdę, bardziej niż nurzając się w światach modernistycznych, co to znaczy schyłek epoki; myśli ponure i krańcowe, swoista gorączka idei, wynaturzone, wykoślawione pomysły, zmarmurowane, jak żyłki powstrzymane w marmurze, obyczaje, które nieco duszą, nieco dławią, nieautentyczne, sztuczne, może też trochę już puste, ale utrzymywane w imię zasad). Tak: potrzebna była czystość, nowość, jakieś wstrząśnięcie, które nie następowało jakoś, choć chyba horyzont zaczął jaśnieć, coś się zaczęło przecierać już w czasie Konfederacji Barskiej, a potem na pewno, po rozbiorach, kiedy inne pojawiły się cele i inne zadania do wykonania. To Polaków obudziło, ale też Niemcewicz, Kościuszko, książę Czartoryski, Cyprian Godebski, Józef Wybicki i legion ich – toż to dzieci właśnie Oświecenia polskiego, które jakoś doskonale wiedziały jak się zachować, kiedy czasy się odmieniły, i jak trzeba było w ogień iść, to szły, w iście sarmackim, szlacheckim stylu; nie zasłaniały się za perukami; peruki podmieniały na wojskowe hełmy.

Lampeczka świeciła w Polsce stosunkowo niedługo; wydała wojnę szlacheckiej przestrzeni (centrum – kontra peryferia: Warszawa miejsce oświecone, jasne, rozsyłające emisariuszy w ciemny teren) czy szlacheckiemu podejściu do czasu (przestań zasłaniać się dawnością, przestań żyć w micie wieku złotego, popatrz w przyszłość – tak rodzi się idea postępu); wydała wojnę zapyziałemu dworkowemu życiu, na miejsce dworków (por. hasło - dworek) stawiając sentymentalne „chatki” z papieru, w których Oświeceni winni się chronić podczas zabawy w wiejskie, sielskie życie; wydała wojnę szlacheckiej, być może faktycznie duszącej i druzgocącej wspólnotę anarchistycznej skłonności (przestano chwalić „czarnolasy”, zaczęto drżeć wobec możliwości, że na delikwenta nie spocznie oko dobrego „pana”; zagrzebanie się na wsi – to jedna z największych porażek ludzkiej egzystencji: totalna i typowa parafiańszczyzna, stygmat looserstwa, dowód na życie nieudane). To wyliczenie można kontynuować. Problem w tym, że lampeczka oświeceniowa świeciła na tyle mocno i tylu, jakby falami po sobie następujących, miała podtrzymywaczy jej blasku, iż faktycznie oślepia nas do dzisiaj. Oślepiała na przykład Miłosza, kiedy pisał on tendencyjną, bo wprowadzającą od początku podział na postępowych i wstecznych pisarzy, swoją historię literatury polskiej (wytykała Nobliście to zaraz po wydaniu dzieła w USA Maria Danilewicz – Zielińska), ale też oślepiała autorów podręczników do historii i historii literatury polskiej pisanych w latach panowania materializmu dialektycznego i potem w okresie, kiedy panował PRL. Dzisiaj również ma swoich podtrzymywaczy, dzieci i wnuki Gombrowicza i Brzozowskiego, którzy może do końca nie doczytali tego, co mieli obaj ci pisarze do powiedzenia, ale szybko załapali się na prosty podział na ludzi światłych czyli inteligentnych, którzy zmagają się z ciemnością ciemnych oraz mniej inteligentnych, a bywa że tak samo określanych mianem podłych, prymitywnych, zaślepionych itp. Ale, zdaje się, w wyniku uczciwie prowadzonych badań, lampeczka oświeceniowa traci stopniowo swój blask. Dzięki wielu miłośnikom staropolszczyzny (por. hasło - miłośnik staropolszczyzny)  wszystko to przestaje być takie oczywiste. sejm, sejmik – to nie są miejsca li tylko scenek z Norblina; szlachecka demokracja – to bardzie tradycja republikańska, (por. hasło - res publica) niż zabieganie i zazdrosne strzeżenie przed innymi swoich przywilejów; poszanowanie prawa – to mniej pieniactwo, bardziej korzystanie zeń jako narzędzia do rozwiązywania wszelkich konfliktów (tzw. państwa prawa tak mają).

Nad moczarami trochę lampeczki nie widać. Z powodu ciężkiej mgły.

Krzysztof Koehler