Lampeczka oświeceniowa (2)

 

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Lampeczka oświeceniowa (2) -

Do Stanisława Brzozowskiego list,

z kim właściwie dyskutuje Pan, Panie Stanisławie, zastanawiam się, kiedy czytam Pana tyrady przeciwko Sienkiewiczowi. Niby z Sienkiewiczem, chyba, domyślam się, ale tak samo z decyzją Sienkiewicza, który sobie nieodpowiednią epokę do swej chwalby wybiera. Czytam: Z epoki, w której już rozstrzygniętym był los Polski, w którym stanowiła ona już paradoksalny anachronizm w Europie, z epoki, w której wyganiając arianów, Jan Kazimierz sprawił, że już nieodwołalnie głosom Kartezjuszów, Locke’ów, Hobbesów, Spinozów, Melabranche’ów, rozlegającym się w Europie, u nas odpowiada wycie pijanej tłuszczy, ogłupianej przez oo. Jezuitów, chciał stworzyć dla narodu pokrzepienia. Ostatnio przyjęło się szacować bardzo Pana w naszym pięknym kraju, ale kiedy się czyta uwagi takie jak powyższe trudno jednak nie zastanowić się chwilę nad Pana podejściem do staropolskiej kultury, Oczywiście, każdy ma prawo do swojego podejścia do historii, niemniej jednak jest w wypowiedzi Pana sporo – co zaskakuje u tak inteligentnego umysłu! – kilka typowych stereotypów. Jeden to to, iż Polska jest paradoksalnym anachronizmem w Europie, drugi, że wszelki postęp i światła myśl (ta lista wielkich nazwisk!, to europejskie grono Wybitnych!) związane muszą być koniecznie z najbardziej, że tak powiem, sekciarską z sekt staropolskiej kultury (no, jeśli nawet przesadzam, wystarczy powiedzieć z najbardziej „postępowym” kościołem wśród reformacji polskiej); i że w opozycji do jednostek wybitnych i ich religijnego zaplecza stoi oczywiście „wycie pijanej tłuszczy, ogłupianej przez oo. Jezuitów”. (por. hasło -amor patriae) Załóżmy jednak, że tak było: że Polska była anachronizmem, a nie ustrojem (por. hasło -  res publica), który w istocie faktycznie odstawał od ustrojów państw sąsiednich, że Polska faktycznie nie „załapała się” mimo starań niektórych monarchów na kurs silnej monarchii, (por. hasło - absolutum dominium) że była fakcyjnie podzielona i uwiędła w paraliżu władzy. Dobrze, zgódźmy się z tym dla możliwości rozmawiania, nazywajmy rzeczy po imieniu: Polska nierządem stoi, (por. hasło - Obraz szlachcica polskiego) we Francji rządzi król słońce, nasila się władza królewska, która doprowadzi do rewolucji i buntu poddanych, rzezi, Wandei, prześladowań Kościoła. Ta władza królewska silna oczywiście anachronizmem nie jest, bo – jak rozumiem – primo jest w ówczesnej Europie modna; secundo – tu się do Pana Stanisława lekko uśmiecham – nie może być anachroniczna, wszak prowadzi do wytęsknionej, ukochanej Rewolucji, wszak lord protektor Cromwell (którym wedle Pana szlachta straszyła dzieci, a może słusznie?) po przeżyciu protestanckiego objawienia, ściął króla Karola I, „przywrócił porządek” w Irlandii (takie tam małe masakry np. w Droghed), stworzył Armię Nowego Wzoru i w ogóle napędził historię świata, nie to, co Polacy, którzy są „gapiami przyglądającymi się z paradyzu wielkiemu dramatowi świata”.

Ależ Panie Stanisławie, wszak akurat wygnanie arian winien Pan świętować: wreszcie w tym anachronicznym, anarchistycznym kraju stało się coś, od czego można się odbić, od czego można zacząć! Toż to była jednak jakaś przemoc władzy, jak rozumiem, tak ważna, tak istotna dla „dramatu świata”. No, ale nie, bo w końcu uczynił to król z ogłupioną przez oo. Jezuitów szlachecką tłuszczą (por. hasło - szlachta) w tle. I, dodatkowo, nie było z tego rewolucji żadnej więc się nie liczy (przypomina mi to rozważania JMR o wieszaniu: czego wy, Panowie żądacie? Rozumiem, chcecie Polakom dać szansę założycielskiego mordu, przemocy wcale nie rytualnej, bo tylko ona ma być gwarantem wielkości i znaczenia?) E, to ja wolę za okno popatrzyć i kontemplować jesienną pluchę i patrzeć jak ozimina się zieleni. (por. hasło - dworek)

Faktycznie, Panie Stanisławie, Polska nie wydała Spinozów i tych innych, wielkich Kartezjuszów. Tak jest. Nie wydała. „Wyszedł” jej tylko Zygmunt Bauman, i może jeszcze Leszek Kołakowski. To faktycznie trochę mało. Rozumiem, że wedle Pana, to dlatego, że wygnano owych arian nieszczęsnych. Pana rozumowanie można odwrócić: gdyby nie ta niefortunna decyzja mielibyśmy więcej owych Spinozów w Polsce. Fakt, rozumuje Pan, antycypując nieco rozważania Czesława Miłosza: dzięki „”dramatowi komunizmu”, dzięki „heglowskiemu ukąszeniu” także Polacy, a raczej polscy intelektualiści dostali swoje miejsce w „dramacie świata”. To doświadczenie, ta wyśniona, wymarzona, wytęskniona możliwość, ten dar uczestniczenia w destrukcyjnej strukturze myślenia komunistycznego nadał im mefistofeliczne piętno! Wreszcie! Po tylu latach polskiej nijakości, polskiej ospałości, polskiego lenistwa. (por. hasło -consensus omnium)  Zapewne nie jestem uczciwy wymachując Panu przed oczyma „heglowskimi ukąszeniami”, których ani nie mógł Pan przewidzieć, ani też, zapewne, nie pochwalałby Pan. Tak mi się przynajmniej wydaje, taką mam nadzieję. Ale jednak pisze Pan: Jeżeli jest coś, czego nienawidzę całą siłą duszy mojej – to ciebie, ciebie polska ospałości, polski optymizmie niedołęgów, leniów, tchórzy. Saski trąd, szlacheckie parchy nie przestają nas przeżerać. I w tych słowach jednak mieszka pewna charakterystyczna reakcja inteligenta znad Wisły na to, co nazywamy polską wspólnotą. I słychać w nich echo zapewnień Tadeusza Krońskiego czy innych zwolenników nawracania Polaków na nowoczesność, których – legion.

Na Boga, ależ pretensje Panów są słuszne: ani tu Dostojewskiego, ani Nietzschego, ani Szekspira, ani Goethego. Ale, po pierwsze: czy aby na pewno - dajcie jakiś dowód! - odpowiada za to szlachecka forma ustrojowa? (por. hasło -libertas)

I secundo: nie mamy Spinozów, Kartezjuszów, Newtonów, czy w ogóle nie jesteśmy kimś innym niż jesteśmy, ale za to przecież mamy Panów, zaglądających odważnie w puste polskie, szlacheckie, spite jezuicką swadą i winem spojrzenie! (por. hasło - szkoła) To ono uwięziło wzlot waszego ducha i zamknęło w losie, który powinien być, wedle waszej Panowie sugestii, inny: jakiś lepszy, otwarty, nowoczesny bardziej, tragiczny bardziej…

Nisko się Pana cieniowi kłaniam.

Krzysztof Koehler